niedziela, 21 maja 2017

Rozdział 2

Groteska jest kategorią estetyczną objawiającą się połączeniem pierwiastków przeciwstawnych,między innymi tragizmu i komizmu.Sięgam pamięcią do słynnej " Rozmowy Mistrza Polikarpa ze Śmiercią",którą ukazał jako rozkładające się zwłoki kobiety. Pomimo swojej brzydoty i odrazy jaką budziła była postacią która wywoływała uśmiech na twarzy czytelnika. Uważam,że nie jeden człowiek opisałby moje życie z Shaną właśnie tą kategorią.Widzę schodzącą po schodach kobietę o czarnych włosach do pasa i grzywce lekko przysłaniającej szare oczy.Jej drobne ciało schowane jest pod żółtą sukienką z falbaniastym dołem a nogi wydłużone dzięki beżowym szpilkom.Wygląda tak,jak zawsze- nieprzyzwoicie pięknie.Jednak jej twarz typowej dekadentki z XIX wieku burzy całą doskonałość.Burczy ciche " Dzień Dobry"przechodząc obok mnie i wychodzi z domu.Wzdycham cicho,kierując się w stronę kuchni z kubkiem czarnej kawy w dłoni.Siadam przy stole,upijając łyk gorącej cieczy.Czuję słodki zapach konwalii,które Shana ostatnio przywiozła do domu.Ostatnio dosyć często je widuje w jej rękach -być może wreszcie z kimś się umawia.Wiele oddałabym za to,aby znalazła sobie faceta dzięki któremu stałaby się radośniejsza.Słyszę trzaśnięcie drzwiami i stukot obcasów.
- Nie uwierzysz !- już na samym wejściu Ino buduje atmosferę swoim jakże piskliwym głosem. Uśmiecham się do niej szeroko,nie mogąc doczekać się nowiny. Blondynka siada obok mnie z wielkim rumieńcem na twarzy.Wiem już,że będzie to związane tylko z jedną osobą.
- Kiba urządza imprezę u siebie w domu ! I nie zgadniesz kto będzie...
Zgadnę
-Shikamaru ! No i rzecz jasna bracia Uchiha,Naruto,Neji,Ten Ten i cała reszta
Czuję,że moja twarz przybiera kolor dojrzałego pomidora.Mimowolnie uśmiecham się jeszcze szerzej niż kilka sekund temu.Moje serce przyspiesza,odstawiam kubek i rzucam się z piskiem na Yamanakę.Ogarnęło mnie szaleństwo na wieść o nadchodzącym spotkaniu.
- O której ?- pytam uspakajając się nieco i lekko oddalając się od mojej przyjaciółki.
- Myślę,że mamy jakieś 2 godziny na przygotowanie się,Hinatka przyjedzie do nas o 16,impreza zaczyna się o 17.
Spoglądam na zegarek,który wskazuje godzinę 13.47.W głowie układam plan przygotowań,chcąc wyglądać jak Shana- tyle,że z twarzą optymistki. Wyliczając wszystkie "za" i "przeciw" dochodzę do wniosku,że Nara-przekonana o końcu świata i swojej nieuchronnej śmierci-i tak nie zauważy zniknięcia kilku swoich ubrań.Błysk w moich oczach zauważa Ino,która uśmiecha się zadziornie.
- Idziemy do niej ?-Yamanaka zadaje pytanie retoryczne,w celu skłonienia mnie do przemyśleń na ten temat.Zdaję sobie sprawę z tego,że obie darzą się nienawiścią z niewiadomych mi powodów. Staję na równe nogi,puszczając oczko blondynce.W tym samym momencie zaczęłyśmy biec po schodach do pokoju mojej opiekunki.Uchylamy białe drzwi,wchodząc do jej królestwa.Wszystko nienagannie czyste i poukładane-jak to na Shanę przystało.Biała przestrzeń i meble kontrastują z czerwonymi dodatkami.Wielka szafa z lustrem wręcz krzyczy do mnie " Bierz co chcesz !".
- Nie wiedziałam,że ona tak lubi zdjęcia-słyszę głos Ino stojącej przy ścianie z ramkami.
- Podobno wspomnienia mają w sobie coś z klejnotów i coś z łez. Nie dają zasnąć,ale bez nich nie ma czego śnić-odpowiadam jej,patrząc się na swoje odbicie w lustrze.Przeczesuję różowe włosy dłonią,próbując jakoś je ułożyć.Widziałam te zdjęcia setki razy,więc nie czuję potrzeby oglądania ich po raz kolejny.
- Czytasz za dużo książek, czas trochę przystopować-śmiech mojej przyjaciółki rozbrzmiewa w pokoju.
- To akurat są słowa Shany-mówię oschle. Nie zdarza mi się to często,jednak mimowolnie tak właśnie wyszło.
- To ona jednak mówi ?-ponownie słyszę tą samą reakcję.Kąciki moich ust również wędrują ku górze,jednak przez krótki czas nurtuje mnie pytanie,dlaczego mieszkam z kimś,kto jest dla mnie prawie obcy.Szybko jednak wracam do pierworodnego zajęcia-otwieram wielką,białą szafę a moim oczom ukazuje się królestwo wszystkiego:sukienek,spodni,spódniczek,koszul,szpilek,trampek i wielu innych.Czuję,jak moje zielone oczy błyszczą się na ten widok.
- Powiedz mi jak ona na to wszystko zarobiła...To jest tak piękne,że aż niemożliwe-wyczuwam zachwyt w głosie Yamanaki.Po 15 minutach wszystko było już wybrane-buty,dodatki,sukienki.Nie mam wyrzutów sumienia-Nara i tak kupi sobie nowe rzeczy,zapominając o tym co miała w szafie,tak więc nie martwię się o nic.Po kąpieli smaruje całe ciało balsamem Shany.W łazience miała ich mnóstwo,co sprawiło mi nie małą przyjemność.Zakładam na siebie czerwoną,koronkową bieliznę i suszę włosy.Prostuję je,a następnie maluję się.Na sam koniec wkładam na siebie wybraną sukienkę z szafy czarnowłosej-obcisłą,skórzaną sukienkę z długimi rękawami.Do tego czarne szpilki na platformie z paskami.Ino stawia na to,co kocha najbardziej-błysk.Każdy wie,że bierze wszystko co się świeci.Złota,cekinowa sukienka i czerwone szpilki sprawiały,że wygląda niemal jak bogini. Przybijamy sobie piątki i schodzimy na dół.Wychodzimy na taras,zapalamy papierosy,a następnie wyrzucamy je za płot,byleby Shana nie zauważyła.To było jedyne ograniczenie,jakie mi stawiała-żadnych papierosów.Uważam,że nikt by jej nie wziął na serio,jako,że sama pali jak smok,jednak wolę się jej nie stawiać w tej kwestii.Wchodzimy do środka,wyjmując z barku butelkę sake,aby pojechać na imprezę w jeszcze lepszych humorach.O 16 dołącza do nas Hinata,ubrana w białą sukienkę z koronkowymi rękawami i dekoltem.Wystarczyło jej to i beżowe szpilki,żeby wyglądać lepiej niż niejedna dziewczyna.Na uczelni zwykło się mówić,że jest najładniejszą przedstawicielką płci pięknej w całym wydziale-dodatkowo najmądrzejszą, co potwierdzały wyniki.Jej adoratorów nie zliczę na palcach u obu dłoni,jednak ona ma już swojego wybranka.Blondwłosy chłopak,który rzadko zwraca na nią uwagę zagnieździł się w jej sercu 7 lat temu,czyli już w gimnazjum.Przysiada się do nas,po czym we trzy opróżniamy całą butelkę.Po godzinie zamawiam taksówkę.Słyszę jak Ino plącze się język,mimo,że na imprezę jeszcze nie dojechałyśmy.Wciąż opowiada o tym,że dzisiejszej nocy wreszcie pocałuje młodszego brata Shany.
- Przecież on jest z Temari-delikatny głos Hinaty ucisza na chwilę blondynkę.Ta zaczyna namiętnie nad czymś główkować.Wreszcie uśmiecha się,dając znak,że wpadła na świetny pomysł.
-Jednak dziewczyna nie ściana,da się przesunąć. Poza tym,widać,że im się psuje,rozmawiałam z nim o tym ostatnio-mówi pewna siebie. Uśmiecham się.
-Ino,ale ty nie rozmawiałaś z Shikamaru,tylko z Chojim.To różnica-odpowiadam z uśmiechem na ustach.Ta odwzajemnia gest.
-To prawie tak,jakbym rozmawiała z Shikamaru ,więc to nie ma znaczenia-po tych słowach wybucha śmiechem.Resztę drogi spędzamy na rozmowach o pierdołach.Czuję,jak alkohol uderza mi do głowy,a lekki rumieniec wpełzł na moje policzki.Równo o 17.20 jesteśmy pod willą państwa Inuzuka.Płacę kierowcy,po czym wychodzę doganiając moje przyjaciółki.Słyszę dźwięk muzyki,która wprawia mnie w niesamowity nastrój ekscytacji.Wiem,że dziś go zobaczę nieprzyzwoicie przystojnego u boku jakże niesamowicie zachwycającego starszego brata.To właśnie w kancelarii ich rodziców i wujostwa pracuje Shana.Drzwi otwiera nam Kiba z drinkiem w ręku.
-No nareszcie ! Baliśmy się już,że impreza odbędzie się bez naszych pięknych gwiazd wieczoru- mówi,całując każdą z nas w policzek.Nie od dziś wiadomo,że leci na Ino,jednak ta stara się tego nie widzieć.Jej obiekt westchnień trzyma właśnie na kolanach swoją dziewczynę ubraną w czarną koronkową sukienkę z wycięciem na plecach.Shikamaru ubrany w koszule koloru kreacji swojej towarzyszki i zwykłe ciemne jeansy prezentował się równie dobrze.Widzę błysk w oczach Yamanaki,która w tej samej chwili bierze ze stolika kolorowego drinka i znika w tłumie.
-Sakura,mam złe przeczucia co do dzisiejszego wieczoru-głos Hinaty zagłusza muzyka.Spoglądam na nią uśmiechając się delikatnie.Odwzajemnia gest,a po chwili pojawia się obok nas blondwłosy chłopak.
-Hej co tak stoicie ? Chodźcie do nas-mówi stojąc tuż obok czerwonej Hyuugi.Łapie ją za rękę i ciągnie w nieznanym kierunku.Podążam za nimi,po drodze łapiąc za drinka.Widzę znajome twarze, co jakiś czas odpowiadam na powitania.I wtedy dostrzegam braci-obydwoje ubrani w białe koszule opinające ich umięśnioną sylwetkę i ciemne jeansy.Przygryzam wargę,starając się zachować trzeźwe myślenie.Podchodzę do nich,całując w policzki.Naruto i Hinata stoją tuż obok rozmawiając ze sobą. Mam cichą nadzieję,że dziewczyna zajmie się sobą w tym czasie.Starszy z braci Uchiha patrzy na mnie podejrzliwie.
-Wydaje mi się,że to sukienka Shany-mówi,przyglądając się mojej kreacji.Czuję jak rumieniec przybiera na sile.Zaczynam się nerwowo śmiać.Nie wiem czy jest to spowodowane jego onieśmielająco męskim głosem,jego uwagą czy może niesamowitym wyglądem.Zdaję sobie sprawę z tego,że kręci mnie równie bardzo jak jego młodszy brat,który upija właśnie łyk piwa.Chce mieć ich obydwóch.
-Tu jest jak na stypie,zabawmy się-podchodzi do nas Suigetsu ze swoją dziewczyną,Karin.Podaje nam kilka tabletek,po czym odchodzą do kolejnej grupki.Z tego właśnie są znani-rozkręcą każdą imprezę.Jedynie Itachi i Hinata nigdy z tego nie korzystają.Sasuke spogląda na mnie,odpowiadam skinięciem głowy i szerokim uśmiechem.Biorę białą pastylkę z wytłoczonymi wzorkami do ust.
Czarnowłosy robi to samo,zaś jego brat znika mi z zasięgu wzrokuRozglądam się próbując go odszukać,jednak nigdzie go nie widzę.Odchodzę, myśląc o tym,że o jego chcę najpierw.Widzę jak Neji i Ten Ten całują się w kącie,a Naruto i Hinata tańczą wtuleni w siebie,mimo,że muzyka do tego nie pasowała.Czuję,że tym razem Uzumaki odmówił Hozukiemu.Uśmiecham się,czuję,że robi mi się gorąco.Z każdą minutą staję się coraz weselsza.Zaczynam tańczyć z Kibą,uniesiona poczuciem euforii.Czuję jak ociera się o mnie,całując w szyję.Śmieję się głośno odchylając głowę do tyłu dając mu pole do popisu.Jest coraz głośniej,coraz żywiej,coraz śmielej.Ludzie bawią się niesamowicie, niektórzy poznikali w pokojach.Dostrzegam czarną czuprynę znikającą w korytarzu.Odchodzę od Inuzuki,chwiejnym krokiem kierując się w stronę Itachiego.Wchodzę do pokoju,do którego przed chwilą wszedł.Wybucham śmiechem,widzę Shikamaru i Ino którzy właśnie pozbywają się swoich ubrań.Nie zwracają na mnie uwagi,nadal zajmują się sobą.
-Wiem,że tu jesteś,Sakurcia.Chcesz to do nas dołącz-mówi blondynka,patrząc na mnie zadziornie. Kręcę przecząco głową,wysyłam im buziaka.Wrócili do swojej czynności,nie krępując się.
Wychodzę więc,chcę jak najszybciej znaleźć Itachiego.Ktoś łapie mnie w talii i przywiera do moich ust.Nie stawiam się,doskonale wiem do kogo należą te usta.Moje dłonie wędrują pod bluzkę mężczyzny,drapię jego plecy długimi paznokciami.Czuję,że tabletka zaczyna działać.Męskie dłonie lądują na moich pośladkach,mocno je ściskając.Wiem już,jak skończy się dzisiejsza noc.

_________________________________________________________________________________
Od Autorki:Hej zgrywusy!Nie mogłam się doczekać,aż wreszcie coś tu opublikuję.Matury się skończyły,ustne zdane więc mam czas na wszystko.Aktualnie chcę polepszyć wygląd bloga,bo powiedzmy sobie szczerze-aktualnie nie zachwyca.Staram się pilnować z używaniem spacji,jednak jest trudno XD. Dziękuję Blue Bell za ostatni komentarz,który bardzo mnie podniósł na duchu.Mam nadzieję,że perspektywa Sakury podoba się wam i zobaczycie pewne różnice między dziewczynami.Kolejny rozdział postaram się napisać jak najszybciej.Mam nadzieję,że do tego czasu moja klawiatura wyzdrowieje XD.
A tak poza tym, to ta groteska wcale nie przyszła mi do głowy po rozszerzonym polskim XD
Dajcie znać jak wam się podoba :*

Buziaki,Eriko.

.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Rozdział 1

Biało,biało,biało.
Białe zasłony,białe biurko, białe krzesło. Lekarze w białych ubraniach,pielęgniarki w białych fartuchach. Siedzę na białym krzesełku,pukając paznokciami o biały blat.
Słońce powoli zachodzi,a pomieszczenie wypełnia się pomarańczowym blaskiem. Odrobinę życia wchodzi do białego gabinetu. Niepotrzebnie założyłam białą sukienkę . Patrzę na biały zegarek,znajdujący się na lewej ręce. 18:09. Czuję się na tyle źle, kręci mi się w głowie. Nie chce tu już być.
-  Jest Pani w ciąży ? - pyta lekarz,spoglądając na mnie zza okularów. Kręcę przecząco głową,starając się przy tym nie zwymiotować.
- Czemu Pani tak uważa ? - kolejne pytanie frustruje mnie. Bum,bum. Serce wali mi szybciej,zachciało mi się palić. Patrzę na białą ścianę .
- Po prostu - odpowiadam. Uśmiecham się pod nosem. Chce mi się palić. Bardzo.
-  Była Pani już w ciąży ? - pyta po raz kolejny.  Mam dość . Czuję,że to kres moich wytrzymałości. Coraz szybciej pukam palcami w białe biurko. Pielęgniarki w białych fartuchach przyglądają mi się z uwagą. Biały gabinet wypełnia mój zmęczony głos.
- Nie,nie byłam .
Marzę o tym,żeby wreszcie wyjść ze szpitala i zapalić. Niemal czuję smak nikotyny w moich ustach i lekkie drapanie w przełyku.
- Wie Pani,pytam,bo u nas mamy dziewczynkę, 14 lat ma i w ciąży jest, Co najlepsze jej mama jest niebywale zadowolona -mówi doktor,lekko się do mnie uśmiechając.
- Może ojciec jest bogaty - odpowiadam,choć nadal nie czuję się na siłach by odwzajemnić gest. Co ciekawego w seksie widziały dzieci ? 10 lat temu nawet ja nie do końca zdawałam sobie sprawy jak to dokładnie wygląda,na czym polega. Brzydziło mnie współżycie,wyobrażałam sobie jaki ból musi przy tym towarzyszyć.
- Jest Pani bardzo blada - kobieta w białym fartuszku zwraca mi uwagę,podchodząc bliżej. Nie jestem w stanie wydusić z siebie słowa. Czuje się źle,mój świat przyspiesza i zwalnia.
- Nic nie jesteśmy w stanie Pani powiedzieć w tym momencie. Proszę się zgłosić za dwa tygodnie,ta torbiel samoistnie powinna zniknąć.- mówi lekarz,nie zwracając uwagi na to co mówiła przed chwilką pielęgniarka. Czuję się słabo, mówię ciche " Dziękuję" i staram się wstać na równe nogi. Każdy ruch przemyślany,byleby wyjść wreszcie z białego wariatkowa. Krople potu zalewają moje czoło. Naciskam klamkę i wychodzę,skupiając się na tym,aby utrzymać równowagę. Ten stan próbuję utrzymać aż do samochodu. Opieram się o jego drzwi i przypominam sobie co mówiła zawsze mama : "Głęboki wdech ustami i wydech noskiem ". Jeśli w tym momencie ktoś by jej powiedział,że stosuję się do jej rad, nie uwierzyłaby.  Wyciągam papierosy z torebki,aby po chwili rozkoszować się smakiem nikotyny w ustach.  Dym lekko drażni moje gardło i wypełnia płuca. Czuję się lepiej,uczucie wirowania powoli znika. Lekki podmuch wiatru porywa moje włosy do tańca.Czuję zapach wiśni. Szampon,który ja i Sakura używamy pachnie bardzo intensywnie. Otwieram drzwi auta i wsiadam do samochodu,po czym dzwonie do Sakury.  Sygnał. Drugi. Trzeci .
- Słucham ? - jej głos rozbrzmiewa w słuchawce.
- Odebrać Cię z uczelni ? - pytam,jakby nigdy nic.
- Nie jesteś w pracy ?
- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie,Haruno .- warknęłam. Nie mam ochoty na tłumaczenie się wszystkim dookoła. Praca,dom,praca. Mając 24 lata nie mam czasu na wyjście do klubu,nie mam faceta a czuję się jak kobieta z dzieckiem na głowie.
- Dobra już dobra. Możesz podjechać - kończy rozmowę,odkładając słuchawkę.
Odpalam samochód i wyjeżdżam ze szpitalnego parkingu. W międzyczasie odpalam kolejnego papierosa.Zastanawiam się dlaczego takie życie wybrałam. Być może podświadomie tego właśnie chciałam - niezależności. Potrzebowałam jej. Jej i samotności. Nikt nigdy nie odczuwał głębszej i bardziej namiętnej potrzeby tego. Jednak pośrodku osiągniętej wolności spostrzegłam,że moja wolność była śmiercią. Byłam sama,ludzie mnie nie obchodzili, a sama dusze się powoli w coraz cieńszej atmosferze odosobnienia i samotności. Nie to było już moim celem i pragnieniem. Zostałam na to skazana. A czasu,nie da się cofnąć.
Po 10 minutach parkuję pod wydziałem prawa i administracji. Słyszę wibracje docierające z siedzenia obok,na którym leżał mój telefon.
" Szef dzwoni "
Waham się. Przypominam sobie ostatnie wydarzenia z biura, jego spojrzenie pełne zawodu,
Nie chciałam doprowadzić do zaistniałej sytuacji,
" Shana,miej chociaż odwagę odebrać telefon. Za 2 dni widzę Cię u mnie w gabinecie,musimy porozmawiać o tym co się stało "
Wyciągam kolejnego papierosa z paczki , czuję jak moja twarz przybiera kolor krwistej czerwieni. Liczyłam na zwolnienie z pracy,chciałam tego ,pragnęłam. Nie chcę tam wracać, patrzeć w oczy moim współpracownikom i jemu.
Trzaśnięcie drzwi wyrywa mnie z zamyśleń. Czuję perfumy Sakury w samochodzie, który zaczyna kasłać przez dym unoszący się w samochodzie.
- Mogłabyś otwierać okna,kiedy palisz - mówi ze złością w głosie.
Nie patrzę się nawet na nią, skupiając się na jednym martwym punkcie poza samochodem.
- Jedziemy na kolację,dziewczyny już czekają - mówię,wyrzucając resztę papierosa za okno i wrzucając bieg wsteczny. Mimo,że nie przepadam za koleżankami Sakury ze względu na ich charaktery - akurat dzisiaj chcę posłuchać ich beznadziejnych rozmów na temat zdrowia,urody i facetów.
Wjeżdżam na parking po 20 minutach , które upłynęły w ciszy. Niepokojącej,niekomfortowej ciszy.
Dlaczego zdarzała się coraz częściej mimo,że starałam się to zmienić ? Każdego dnia wstaję z myślą ,że dzisiaj chce naprawić nasze relacje. Czasami myśli prowadzą mnie do jednego punktu - odejście z pracy ,ale wiem,że nie mogę tego zrobić. Zdaję sobie sprawę,że okłamuję samą siebie -bo mogę wszystko. Wystarczy tylko chcieć - a to właśnie tu leży problem. Błędne koło,każdego dnia, przez ostatnie 3 lata.
Słyszę jak dziewczyny witają się ze sobą. Spoglądam na nie starając się uśmiechnąć,jednak wiem,że wyglądam co najmniej jakbym chciała je właśnie zabić.  Dawno temu obiecałam Sakurze,że je zaakceptuję i postaram się być milsza jednak nie potrafię przezwyciężyć samej siebie.
Ino Yamanaka,która właśnie bierze kartę dań do ręki doprowadzała mnie do szału najbardziej - cały czas powtarzała ,że studia na wydziale prawa na najlepszym uniwersytecie w Kraju Ognia są czymś niesamowitym,bo przecież doszła tak daleko, ma wszystko i jest wszystkim czego potrzebuje. Kilka miesięcy przed maturą próbowała popełnić samobójstwo przez plotki rozsiane na jej temat - mówiły o mniemanym romansie z najlepszym przyjacielem swojego ojca. Plotki,które okazały się kłamstwem,a mimo wszystko doprowadziły do rozpadu małżeństwa Shikaku i Yoshino Nary - jedno popadło w alkoholizm,drugie w depresję.
Hinata Hyuuga - piękna dziewczyna, doskonale znałam jej kuzyna - niegdyś byliśmy nawet parą,jednak szybko się ta przygoda skończyła. Cały czas miączała coś pod nosem, wstydziła się wszystkiego dookoła,mdlała w obecności Naruto Uzumakiego. Nie mam bladego pojęcia czemu twierdzi,że poradzi sobie jako adwokat, ale nadzieja matką głupich. Jej postawa irytowała mnie.
I Sakura Haruno ,która mieszkała ze mną 4 lata. Kiedy zmarli jej rodzice,przeprowadziła się do mnie i mojej mamy,jednak jakiś czas później zostałyśmy we dwie. Depresja zniszczyła moją rodzicielkę , brat opiekował się ojcem, który aktualnie prawdopodobnie siedział pod sklepem z sake w ręce.
Dogadywałyśmy się świetnie,dopóki nie zmieniła się pod wpływem blondyny . Widzę również winę w samej sobie - praca zabierała mi wiele czasu, więcej niż bym przypuszczała. Zostawałam po godzinach,a ona czuła się samotna.
- Sakura,ty nie jesteś wegetarianką ? - pyta zaskoczona Hyuuga .
- Nie jestem wegetarianką, po prostu nie lubię czerwonego mięsa -odpowiada różowowłosa, uśmiechając się delikatnie do niej. Zmarszczyłam czoło -nie podobało mi się to.
- Właśnie zamówiłaś średnio wysmażony stek - podnosi lekko głos,gestykulując przy tym rękoma. W tym samym czasie Yamanaka podrywa kelnera,a ja odpalam papierosa.
- Zagrałaś w marynarza , Ino ? - śmieje się Sakura,upijając łyk wody ze szklanki.
- Tak . Nie znam się na winach,ale na facetach już tak - odpowiada, czekając na swoje Sancerre 1998. 
- Tych starszych też ? - nie zdążyłam ugryźć się w język. Przed oczami miałam rozpacz mojej mamy,która dowiedziała się o plotkach. Nie sądziłam,że ktoś taki jak ona załamie się psychicznie, była ostatnią osobą u której bym się tego spodziewała. Surowa, wybuchowa,wredna - ale kochała nas ponad wszystko.
" Choćby jaka ostra byłaby kobieta, to facetowi,którego kocha pokaże swoją prawdziwą łagodność "- tak zwykł mówić Shikaku. I tego chciał nauczyć swojego syna.
- Myślę,że wolę raczej tych w moim wieku - odpowiada blondynka. Czuję dozę złości w jej głosie. Zauważam jak moja współlokatorka kręci głową z zażenowaniem. Wie ,że źle się to skończy,dlatego aby nie robić jej przykrości nie zamierzam kontynuować rozmowy z jej przyjaciółką. Gaszę papierosa w popielniczce i wstaję.
- Jadę do domu. Uważajcie na siebie - mówię ,po czym wychodzę z restauracji.
Zdaję sobie sprawę,że samotna nie będę się czuła tylko na środku pustyni, w pustym pokoju czy sama w domu . Istota samotności polega na tym,że czujesz się tak nawet w tłumie ludzi.

"Jestem sama.
Jestem sama, a więc jestem niczym.
Co za szczęście.

Jestem niczym, a więc mogę być wszystkim"






Od autorki : Nie podoba mi się ten rozdział ani trochę,jednak bardzo chciałam go dokończyć. W maju większość czasu spędzę przy maturach ,więc nie spodziewam się tego,że znajdę chwilę na napisanie czegoś. Miało to wyglądać całkiem inaczej - radośniej , obiecuję jednak ,że kolejny nie będzie aż tak dołował ! :) Bardzo dziękuję tym, którzy skomentowali ostatni post lub po prostu odwiedzili mojego bloga. Dajcie znać jak wam się podoba i przypominajcie mi o swoich blogach i nowych rozdziałach - u mnie pamięć już powoli szwankuje. Mam nadzieję,że błędów dużo nie popełniłam,jednak ten tydzień przyniósł mi kontuzję 2 palców u lewej ręki,więc nie jest łatwo .

Pozdrawiam wszystkich cieplutko i do napisania za jakiś czas :*

sobota, 18 marca 2017

Proloque

Zamknij oczy i wpatrz się w ciemność ,podążaj za nią ,wtedy znajdziesz to czego szukasz. 
Słowa mojego taty zawsze były dla mnie święte . Robiłam to,co mówił. 
Kiedyś miałam problemy ze spaniem. Nie mogłam zasnąć. To właśnie wtedy mi powiedział,co należy robić. 
Wpatrywałam się w nią nadal. 
On nie chciałby żebym teraz też tak robiła. Nie chciałby teraz,żebym go posłuchała. Nie teraz. 
Jednak ja podążam za jego radą .
Wpatruję się w niezmierzoną czerń rozciągającą się poza zamknięte powieki. 
Trzymam się gwiazdy na nocnym niebie ,zwieszając nogi nad chłodną,czarną nicością. 
Spoglądam po raz ostatni na moje palce oplatające blask i rozwieram je. 
Nie czułam go. Nie czułam już w sobie życia. 
Leżąc u stóp schodów czułam tylko bijące coraz szybciej serce. To jedyna część mnie,która nadal chce żyć . Walczy o to z całych sił,pompując krew do całego ciała ,aby zastąpić to,co tracę. 
Jednak nawet ona opuszcza mnie. Czerwona ciecz,formująca głęboką,ciemną kałużę wokół mnie. 
SZYBKO ! SZYBKO ! SZYBKO,KURWA !
Zawsze tak jest . Zawsze się wszędzie spieszę. 
A mogłam bez pośpiechu pokonać każdy z pieprzonych schodków. 
Zawsze się spieszę . 
A teraz moje serce zwalnia.
Co teraz,ty pieprzona bohaterko ? Czy było warto ? 
Kładę dłonie na moim brzuchu . 
Zabiłam Cię.
To czego chciałam uniknąć,to przed czym Cię broniłam,to co chciał zrobić ON.
Zrobiłam to za niego. 
Pewnie do Ciebie dołączę. 
Tam .
Gdzie ? 
Gdziekolwiek. 
Ono - bezduszne słowo. Ona lub on, kim by się stał ?
To nadal pozostanie pytaniem. 
Będę jego matką gdziekolwiek.
Tam,nie tutaj.
Co mu powiem ? Przykro mi ?
Przykro mi,że zrujnowałam naszą szansę. 
Naszą szansę na wspólne życie. 
Twoje szanse...
Ale to nie ten czas ,nie to miejsce. Zamknij oczka i wpatrz się w ciemność,kochanie. Tak jak ja.
Drogę odnajdziemy razem.
- Ty mała,pierdolona egoistko ! Wracaj do mnie ! Dobry Boże,nie zabieraj mi jej...
Głos jej jak zwykle ostry jak brzytwa.
Chcę jej powiedzieć,że mam plan .
Odejdę. 
I tylko wtedy będę z nim na zawsze. 
Chcę odpłynąć,ale ona wzywa karetkę. 
Trzymała moją rękę z taką żarliwością,jakby chciała mnie ocalić. 
Dać trochę siły.
Jakby miała tylko mnie.
Nigdy nie widziałam,żeby płakała. 
Nawet,kiedy umierała jej mama. 
Ściska moją dłoń z taką siłą,której nie spodziewałam się w jej chudym ciele. 
Ma tylko mnie. 
Przecież jest dla mnie taka ważna.
Krew nadal płynie przez moje ciało.
Może to nie mój czas ? 
Czuję kolejny uścisk dłoni na moich palcach. 
Jego intensywność i znajomy dźwięk głosu zmuszają mnie do otwarcia oczu.
Dostrzegam jej twarz.
Widok,którego nigdy więcej nie chcę zobaczyć .
Podejmuję decyzję. 
Wypełnia mnie niewyobrażalny ból i smutek. 
 Moje serce nadal bije. 
Bo nawet złamane,nie przestaje pracować.

_________________________________________________________________________________

No to tak to narazie wygląda. Wyciągnęłam ten prolog z moich starych zapisek,moich usuniętych blogów . Nie do końca wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział ,bo teraz pędzę do matur z matmy (daj Boże żebym do wieczora się wyrobiła ), jutro niedziela ,więc pewnie cały dzień spędzę ponownie przy książkach a w tygodniu -wiadomo .
Proszę tylko ,żeby osoby które to czytają zostawiły po sobie jakiś ślad . Miło jest widzieć,że ktoś przeczytał te wypociny .
Miłego dnia ! :)

Rozdział 2

Groteska jest kategorią estetyczną objawiającą się połączeniem pierwiastków przeciwstawnych,między innymi tragizmu i komizmu.Sięgam pamięcią...