niedziela, 11 czerwca 2017

Rozdział 4

Ciemność łączona w mitologii z czarną barwą była utożsamiana ze złem, piekłem, zaświatami. To ona bez względu na powód swojego istnienia, jest czarna, straszna, przerażająca. Pochłania mnie w całości, wykrzywia moje istnienie, rozrywa. Czy czuję się bezpieczna w absolutnej ciemności? Czy wierzę w potrzebę jej istnienia? Pustka, będąca jej istotą pochłania wszystko. Czuję się niepotrzebna, zniweczona, upodlona, zmarnowana. Jestem w ciemności, próbuję jednak widzieć jasno.
Nie wiem nawet ile czasu przeleżałam już w pustym pokoju. Brak w nim radości, planów, marzeń, ciepła i miłości. Być może właśnie to denerwowało mnie najbardziej. Cały ten dom był pusty, wręcz komiksowy. Wsunęłam palce we włosy, zaczesując je do tyłu. Biorę głęboki wdech, próbując przypomnieć sobie co stało się poprzedniej nocy. Wolno odkrywam kołdrę i widzę, że jestem tylko w bieliźnie. Czuję nieprzyjemny zapach alkoholu. Rolety, podobnie jak zasłony są zasłonięte, co potęguje we mnie poczucie odrzucenia i samotności. Nie ma tu nieco irytującej Ino, nieśmiałej Hinaty, zabawnego Naruto czy przystojnych braci Uchiha.
Słyszę cichy pstryczek i niespodziewanie pojawia się światło. Przymknęłam oczy, które do tej pory były przyzwyczajone do ciemności. Po kilkunastu sekundach mogę wreszcie je otworzyć. W drzwiach stała Shana, jakiej nigdy nie widziałam. Jest w samej opinającej jej ciało bluzce i leginsach, bez żadnych dodatków, bez szpilek. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że jest przeraźliwie szczupła. Jej oczy są podkrążone,jest nieumalowana. Pierwszy raz od 4 lat mogę powiedzieć, że wygląda okropnie.
Nara nic nie mówi. Podchodzi tylko do krzesła przy biurku, na którym leżała jej sukienka, którą zabrałam. Teraz to ona trzyma ją w dłoniach,całą poplamioną i podartą w niektórych miejscach. Na jej miejsce kładzie czyste ręczniki i ubrania. Chcę coś powiedzieć, jednak czarnowłosa wyprzedza mnie.
- Masz pól godziny na doprowadzenie się do porządku. Czekam na dole - jej głos nigdy nie był aż tak oschły. Przeszły mnie dreszcze, uświadomiłam sobie, że musiało stać się coś złego skoro zachowuje się w ten sposób. Trzasnęła drzwiami, pozostawiając za sobą niesmak. Chciałam zobaczyć jej wybuch złości, jak traci nad swoimi emocjami kontrolę. Przestałaby grać opanowaną, spokojną i poukładaną. To krótkie wyjście z siebie byłoby dla mnie znakiem- Shana nie jest ze stali, zależy jej na mnie. Jednak nie doszło do tego, nie dała mi wskazówki, nadal nie wiem kim dla niej jestem.
Powoli wstaję z łóżka,jednak czuję ból- tak jakby moje ciało miało właśnie rozerwać się na kawałki. Dopiero teraz zauważam zaschniętą krew na moich udach. Dostaje nagłych zawrotów głowy, robi mi się ciemno przed oczami. Ponownie opadam na łóżko, staram się uspokoić. Oddycham więc głęboko, czuję jak moje serce przyspiesza. Trwa to kilka minut, jednak nadal nie czuję się dobrze. Podnoszę się i wolnym, zachwianym krokiem ruszam w stronę łazienki. Włączam światło i staję przed lustrem. Wpatruję się w swoje odbicie. Zadaję sobie pytanie dlaczego właściwie sobie to robię ? Odłożyłam samą siebie na półkę, a przy każdej, najmniejszej usterce tracę zdrowy rozsądek. Czasami ciężko jest mi kierować się sercem.
Z moich oczu leci kilka łez. Wyraz cierpienia? Ogromu bólu? Być może ulga. Razem z łzami wypływa moje cierpienie, dając miejsce na nową, kolejną już falę ambarasu. Bo jeżeli nie przez płacz, to gdzie owe cierpienie miałoby się zmieścić? Pieką mnie od nich policzki, tak jakby żarzył się na nich ogień. Być może człowiek poczuje to tylko w samotności.
Wchodzę do wanny z gorącą wodą i ścieram z ciała brudne smugi krwi, zapach alkoholu i potu. Przemywam twarz, zacierając dowody na to, że jeszcze kilka minut temu płakałam. Mam wrażenie, że to ona jest najdoskonalszą maską, która całkowicie naturalnie ukrywa moje prawdziwe oblicze.
Wychodząc, staram się nie przewrócić. Ponownie wpatruję się w moje odbicie w lustrze. W tym ciele kiedyś żył człowiek. 
Wycieram się dokładnie i ubieram w to,co dała mi Shana. Są to jej ubrania- czarno biała koszula w kratkę i czarne poprzecierane na udach spodnie. Czuję,że jest to odniesienie do wczorajszego wieczoru. Ubieram się i z mokrymi włosami wychodzę z łazienki i kieruję się na dół do kuchni.
Czarnowłosa czeka już na mnie przy stole. Dziwię się widząc śniadanie, które dla mnie naszykowała. Kilka kanapek, gorąca herbata i tabletki na ból głowy. Groteska ?
- Hej- mówię, starając się zachować naturalny ton głosu. Nara nie podniosła nawet wzroku, zajmując się czymś w telefonie. Ta cisza, brak odpowiedzi. Problem polega na tym,że to właśnie ona była reakcją. Wzdycham, siadając na swoim miejscu i spożywając to,co przygotowała mi moja opiekunka.
Głowa mi pęka, więc kiedy skończyłam wzięłam 2 tabletki przeciwbólowe. Wstaję z zamiarem powrotu do swojego pokoju, jednak przerywa mi głos Shany.
- Nie chcesz wiedzieć,co się wczoraj stało? - pyta. Czuję w jej głosie pustkę, cholerną pustkę.
- Nie - odpowiadam, mimo, iż prawda była inna. Pragnęłam odpowiedzi na jej pytanie, jednak moja duma nie pozwalała mi na rozmawianie o tym z nią.
- Twoja przyjaciółka blondyna przespała się z moim bratem. Temari aktualnie od nikogo nie odbiera telefonu, nikt nie wie co się z nią dzieje. A ty przespałaś się z Uchiha- mówi to tak spokojnie i dostojnie, jakby to wszystko było rutyną.
- Skąd to niby wiesz? - nie chciałam tego, jednak mój głos załamuje się. Fakt, że Sasuke znów pojawia się w moim życiu tylko na chwilę sprawia, że serce mi przyspiesza. Lubiłam jego aurę ciemności, która go otaczała. Jego puste oczy, jego twarz. Jest dziwnie piękny, niczym noc bez gwiazd.
- To ja cię zbierałam z łóżka. Sakura, ty nie byłaś tam tylko z Sasuke, ale również z Itachim.
Ta informacja wprawiła mnie w uczucie, które odczułam jako osuwającą się na mnie lawinę. Zbiera mi się na wymioty, zakrywam więc usta dłonią. Starszy Uchiha również mi się podobał, to prawda. Jednak wiedziałam, że była granica. To ona nią była. 
- W samochodzie wymiotowałaś 3 razy, byłaś jak zwłoki. Wszyscy widzieli cię całkiem nagą, dopiero kiedy Hinata to zauważyła razem z Naruto wyrzuciła wszystkich z pokoju- dodaje opanowana. Czuję gromadzące się w moich oczach łzy. Nie mogę tego wytrzymać, wszystkie skrywane emocje wychodzą na wierzch.
- Ja nie chciałam- mówię zachrypniętym głosem. Cała drżę.
- Nie daje już sobie z Tobą rady Sakura - jej słowa tylko potwierdzają to, że nie zależy jej. Nie chce mnie tu. Tym razem to ja ją zraniłam.
- A poza tym, to masz gościa - dodaje, wychodząc z kuchni. Czuję jak po moich policzkach spływają łzy, nie wiem co mam ze sobą zrobić. Znowu czuję się samotna. Pogubiłam się w swoim życiu.
I wtedy do kuchni wchodzi on.
_________________________________________________________________________________

Od Autorki : Wybaczcie kochani, nie sprawdzałam tego nawet. Obiecałam, że opublikuje już dawno jednak rodzina jest dla mnie najważniejsza. Obawiam się, że na jakiś czas was opuszczę. Być może w lipcu wrócę, aktualnie problemy i choroby w mojej rodzinie nie pozwalają mi na tak częste korzystanie z internetu. Tak więc od dzisiaj blog jest zawieszony. Dziękuję Ci Blue za każdy komentarz, ten z lekkim opierdziem czy też pochwały. To dużo dla mnie znaczy i właśnie Tobie dedykuję ten rozdział. Dziękuje jeszcze raz <3 .

Wasza Eriko.

Obserwatorzy